Wreszcie opłaca się być MŚP, czyli Polska Strefa Inwestycji

Zapowiedź, że „cała Polska stanie się specjalną strefą ekonomiczną”, we wrześniu 2018 r. doczekała się realizacji. Od trzech miesięcy można wnioskować o decyzję o wsparciu inwestycji, o której mowa w ustawie z dnia 10 maja 2018 r. o wspieraniu nowych inwestycji (Ustawa) i rozporządzeniu wykonawczym do niej – w sprawie pomocy publicznej udzielanej niektórym przedsiębiorcom na realizację nowych inwestycji (Rozporządzenie). Zachęta? Taka sama, jak była przy specjalnych strefach ekonomicznych (SSE) – zwolnienie z podatku dochodowego. W mojej ocenie czas na pierwsze refleksje i oto najważniejsza z nich; wreszcie zwolnienie z podatku jest naprawdę łatwiej dostępne dla mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Więcej, wreszcie jest dla nich dostępne w ogóle.

Zwolnienie na inwestycję, czyli na co?

Ten, kto zastanawia się, czy może wnioskować o wejście do Polskiej Strefy Inwestycji, musi zadać sobie pytanie: czy to, co robię, mieści się w pojęciu „nowej inwestycji” w rozumieniu Ustawy? Odpowiedź wydaje się prosta; tak, jeżeli planowane przedsięwzięcie zakłada inwestycję w rzeczowe aktywa trwałe lub wartości niematerialne i prawne związane z:

  • założeniem nowego przedsiębiorstwa,
  • zwiększeniem zdolności produkcyjnej istniejącego przedsiębiorstwa,
  • dywersyfikacją produkcji przedsiębiorstwa przez wprowadzenie produktów uprzednio nieprodukowanych w przedsiębiorstwie lub
  • zasadniczą zmianą dotyczącą procesu produkcyjnego istniejącego przedsiębiorstwa,

a także jakąkolwiek „kombinację” powyższych.

Podatnik zarabiający na usługach czytając tę definicję może dojść do wniosku, że o ile nie planuje inwestycji w biznes usługowy „od zera” („założenie nowego przedsiębiorstwa”), nie ma szans na skorzystanie z Polskiej Strefy Inwestycji – w pozostałych punktach znajduje się odniesienie do „produktu” lub „produkcji”. Nie miałby jednak racji. Analizując Rozporządzenie można przekonać się, że ustawodawca wprost przewidział preferencje dla sektora usług. Dla przedsiębiorców inwestujących w ten dział gospodarki przewidziane są kryteria inne niż dla producentów. Więcej, dla świadczących „nowoczesne usługi dla biznesu” (określone wprost w Rozporządzeniu, np. usługi audytorskie, księgowe, projektowania, programistyczne) przewidziana jest preferencja: niższy „próg wejścia” w postaci koniecznych do poniesienia kosztów (o tym niżej).

Podatników nie przekonała sama treść Rozporządzenia, którą można by odczytać jako sprzeczną z Ustawą i z tego względu niepodlegającą stosowaniu (choć oznaczałoby to „wyrzucenie do kosza” ok. ¼ Rozporządzenia). Minister Przedsiębiorczości i Technologii w odpowiedzi na interpelację poselską nr 27710 potwierdził jednak wprost; Polska Strefa Inwestycji to także ulga dla usług.  W konsekwencji takie przedsięwzięcia, jak rozpoczęcie świadczenia nowych usług czy zwiększenie zdolności do świadczenia usług (np. inwestycja w nowe, wydajniejsze komputery dla informatyków) może korzystać ze wsparcia.

Co to znaczy w praktyce? W największym skrócie; jeżeli przedsiębiorca inwestuje w rozpoczęcie czegoś, czego do tej pory nie robił (wytwarzanie nowego produktu/ świadczenie nowej usługi) lub w robienie tego, co robi aktualnie, w większej ilości lub bardziej efektywnie, to prawdopodobnie jest to „nowa inwestycja” kwalifikująca się do objęcia ulgą.

Koniec bariery terytorialnej

Ulga na działalność w SSE w teorii była dostępna przy niskim „progu wejścia”, czyli minimalnej wartości inwestycji – wynosiła ona 100 000 EUR, niezależnie od miejsca prowadzenia działalności. Również MŚP powinni „poradzić sobie” z tym, niezbyt imponującym wymogiem. Jeżeli jednak wejść na stronę praktycznie dowolnej SSE, znajduje się na niej lista inwestorów zlokalizowanych w danej strefie. Rzut oka na nią wystarczy, by zauważyć, że dominują na niej duże podmioty (w tym oddziały firm zagranicznych), a małych jest jak na lekarstwo. Np. w spisie inwestorów Kostrzyńsko-Słubickiej SSE figuruje tylko 5 podmiotów z nazwiskiem w nazwie (co oznacza, że są to jednoosobowe działalności gospodarcze lub spółki osobowe osób fizycznych, a więc z reguły najmniejsze firmy) na… 350. Dominują spółki kapitałowe, w tym raczej nienależące do małych (np. Electrolux, Fiat, czy z polskich – Agora Poligrafia).

Dlaczego tak się stało? Otóż prawdziwy „próg wejścia” był gdzie indziej niż wartość planowanych nakładów. Była nim konieczność dysponowania gruntem położonym w strefie. A że rynek widzi wszystko, objęcie określonego terenu SSE momentalnie windowało jego wartość w górę. W końcu gdy dwie działki są identycznej wielkości, kształtu i identycznie skomunikowane, ale nabycie jednej z nich uprawnia do zwolnienia z podatku, a drugiej – nie, to przestają być takie same i wartość tej „zwolnionej” momentalnie szybuje w górę. Co więcej, zlokalizowanie terenów SSE poza większymi ośrodkami w praktyce eliminowało biznes w małej skali, z uwagi na to, że zwolnienie nie kompensowało podwyższonych kosztów np. transportu; dopiero przy odpowiednio dużej skali działalności „zaczynało się to spinać”.

Teraz te bariery zniknęły. Nawet najmniejsi podatnicy budujący skromną wytwórnię na działce po rodzicach czy dziadkach mogą starać się o zwolnienie z opodatkowania w ramach Polskiej Strefy Inwestycji.

Małemu łatwiej wejść…

Można wręcz powiedzieć, że role się odwróciły. Teraz prawdziwą „barierą wejścia” stało się tzw. kryterium ilościowe. To minimalna wartość nakładów inwestycyjnych, jakich poniesienie musi zadeklarować przedsiębiorca, by skorzystać z Polskiej Strefy Inwestycji (i potem faktycznie je ponieść, jeżeli nie chce oddawać zaoszczędzonego podatku z odsetkami). Różni się ona w zależności od rodzaju inwestycji (dla nowoczesnych usług dla biznesu i działalności B+R jest niższa), poziomu bezrobocia w regionie (im wyższe, tym mniej nakładów jest wymagane) oraz, właśnie, statusu przedsiębiorcy. Inne minimalne wartości obowiązują mikroprzedsiębiorców, inne małych, inne średnich, a inne – pozostałych („dużych”).

Jak nietrudno się domyśleć, im „większy” przedsiębiorca, tym wyższa wartość minimalnych nakładów. I te różnice nie są symboliczne; dla mikroprzedsiębiorców wynoszą od 200 000 do 2 mln PLN, dla małych – 500 000 do 5 mln PLN, średnich – od 2 do 20 mln PLN, zaś dla dużych – od 10 do aż 100 mln PLN. W praktyce oznacza to, że aby skorzystać ze zwolnienia z opodatkowania w związku z inwestycją o wartości 20 mln PLN, MŚP mogą zlokalizować ją wszędzie. Przedsiębiorca „duży” musi zrealizować ją w powiecie, gdzie stopa bezrobocia przewyższa 160% średniej krajowej. Tymczasem w lubianym obecnie przez inwestorów województwie Wielkopolskim taki powiat jest… jeden (Koniński).

Jakby tego było mało, aby skorzystać z Polskiej Strefy Inwestycji, przedsiębiorcy muszą zadeklarować zdobycie od 4 do 6 punktów (zależnie od lokalizacji) za tzw. kryterium jakościowe. Są to opisane w Rozporządzeniu wymogi, których spełnienie określa się „zerojedynkowo” (albo się spełnia, albo nie), dotyczące najróżniejszych parametrów – od założeń biznesowych tak niewzruszalnych, jak przedmiot działalności, po takie, które warto dostosować do założeń ustawodawcy (np. zdobycie certyfikatu niskiej szkodliwości dla środowiska lub odpowiednio atrakcyjne warunki zatrudnienia), by skorzystać ze zwolnienia.

Jeden z punktów (zarówno dla producentów, jak i usługodawców – dla tych dwóch kategorii różnią się one nieco) otrzymuje się za status MŚP. Oznacza to, że do spełnienia „zostaje” o jedno kryterium mniej niż w przypadku dużych podmiotów, a w praktyce – przedsiębiorca może uniknąć modyfikacji założeń biznesowych w związku z koniecznością spełnienia kryterium jakościowego. Mówiąc wprost; spełnienie kryterium jakościowego kosztuje. MŚP, dzięki otrzymaniu punktu za sam status, kosztuje trochę mniej. Co więcej, jeżeli później ich status zmieni się („średni” stanie się „dużym”), nie tracą oni punktu – wystarczy być MŚP w dacie otrzymania decyzji.

Wreszcie, ze zwolnienia dla SSE w ogóle nie mogli skorzystać podatnicy PIT opodatkowani 19% liniowym PIT właściwym dla pozarolniczej działalności gospodarczej (co wynikało z przepisów jednej z nowelizacji Ustawy PIT). Dla Polskiej Strefy Inwestycji brak takiego wyłączenia. Osoba fizyczna prowadząca pozarolniczą działalność gospodarczą opodatkowana liniowym PIT  (bądźmy szczerzy – najpowszechniejsza forma prowadzenia działalności gospodarczej w małej skali w Polsce) może więc wreszcie skorzystać ze zwolnienia z podatku dochodowego  i to jest rewolucja.

… i może więcej zyskać

Wreszcie, status MŚP korzystnie wpływa na w najważniejszą (po zdobyciu uprawnienia do skorzystania z ulgi w ogóle) kwestię: kwotę przysługującego zwolnienia podatkowego. Zależy ona od tzw. intensywności pomocy publicznej. Upraszczając, oznacza to, ile % wydatków na inwestycję przekłada się na zwolnienie podatkowe. Jeżeli więc wartość inwestycji wynosi 10 mln PLN, a intensywność wynosi 25%, to przedsiębiorca ma prawo nie zapłacić 2,5 mln podatku dochodowego.

Intensywność zależy od regionu (województwa, przy czym Mazowieckie podzielono na podregiony) i jest uregulowana rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 30 czerwca 2014 r. w sprawie ustalenia mapy pomocy regionalnej na lata 2014-2020. Wynosi:

  • 50% – na obszarach należących do województw: Lubelskiego, Podkarpackiego, Podlaskiego, Warmińsko-Mazurskiego;
  • 35% – na obszarach należących do województw: Kujawsko-Pomorskiego, Lubuskiego, Łódzkiego, Małopolskiego, Opolskiego, Pomorskiego, Świętokrzyskiego, Zachodniopomorskiego oraz na obszarach należących do podregionów: Ciechanowsko-Płockiego, Ostrołęcko-Siedleckiego, Radomskiego i Warszawskiego Wschodniego;
  • 25% – na obszarach należących do województw: Dolnośląskiego, Wielkopolskiego, Śląskiego;
  • 20% – na obszarze należącym do podregionu Warszawskiego Zachodniego;
  • 10% – na obszarze należącym do Miasta Stołecznego Warszawy.

Te wartości obowiązują jednak tylko „dużych” przedsiębiorców. Podwyższa się je bowiem o 20 punktów procentowych – dla mikroprzedsiębiorców i małych przedsiębiorców, oraz o 10 punktów procentowych – w przypadku średnich przedsiębiorców. Oznacza to, że dla obszarów o intensywności pomocy 35% (obowiązująca w największej ilości województw), przedsiębiorca średni odzyska ok. 45% wydatków jako zwolnienie podatkowe, zaś mały lub mikro – 55%. Jeżeli zainwestują w Polsce wschodniej, mogą liczyć na, odpowiednio, 60 i aż 70 % zwrotu (a więc mały przedsiębiorca inwestując np. na Podlasiu 10 mln PLN może zaoszczędzić do 7 mln na niezapłaconym podatku).

O czego zacząć?

Przede wszystkim – nie zaczynać od zamówienia maszyn, robót budowlanych etc.; wejście do Polskiej Strefy Inwestycji jest uwarunkowana wystąpieniem tzw. „efektu zachęty”, czyli wykazaniem, że gdyby nie zwolnienie podatkowe, dana inwestycja mogłaby nie zostać zrealizowana. Złożenie zamówień, które czynią przedsięwzięcie nieodwracalnym (np. zamówienie maszyn czy robót budowlanych) jest w przepisach wskazane wprost jako czynnik świadczący o niespełnieniu tego wymogu. Przed złożeniem wniosku o wydanie decyzji o wsparciu, która stanowi podstawę do skorzystania ze zwolnienia z opodatkowania, można przeprowadzić jedynie działania przygotowawcze, tj. zamówić opinie prawne, ekspertyzy, czy dopełnić obowiązków administracyjnych (w tym uzyskać pozwolenie na budowę).

Sam wniosek o wydanie decyzji o wsparciu (określony Rozporządzeniem) jest prosty – ma zaledwie 4 strony. To jednak czubek góry lodowej. Oprócz samego wniosku i szeregu oświadczeń, składanych do tzw. zarządzającego obszarem (jeden z 14 podmiotów określonych rozporządzeniem Ministra Przedsiębiorczości i Technologii w sprawie ustalenia obszarów i przypisania ich zarządzającym), należy złożyć:

  • Biznesplan, którego wymagana szczegółowość zależy od zarządzającego obszarem.
  • Formularz informacji przedstawianych przy ubieganiu się o pomoc inną niż pomoc w rolnictwie lub rybołówstwie, lub pomoc de minimis w rolnictwie lub rybołówstwie (szczegółowy formularz, w którym należy wykazać, ze nie ma przeciwwskazań do otrzymania pomocy publicznej i ujawnić, jaką pomoc dany podmiot otrzymał do tej pory).

Szczegółowość i zakres tych dokumentów sprawia, że bardzo trudno jest poprawnie przygotować wniosek w krótkim czasie, gdy proces inwestycyjny jest już zaplanowany, a gdy się faktycznie rozpoczął – uzyskanie zwolnienia może się okazać niemożliwe. Należy więc działać z wyprzedzeniem i wybrać doradcę pomagającego w zdobyciu decyzji o wsparciu na długo przed wyborem wykonawcy np. robót budowlanych.

Wejście do Polskiej Strefy Inwestycji jest, obiektywnie rzecz ujmując, dość skomplikowane od strony formalnej. Jednak to wyzwanie, które warto podjąć, zwłaszcza, jeżeli jest się mikro, małym lub średnim przedsiębiorcą. Atrakcyjniejsze warunki korzystania ze zwolnienia podatkowego (wyższa kwota, a także inne, np. krótszy wymagany okres utrzymania inwestycji) dają przewagę nad większymi podmiotami, a łatwiejsze do spełnienia warunki wejścia (niższa wartość nakładów, punkt „jakościowy” za status) sprawiają, że w wielu przypadkach, w których dana inwestycja „dużego” przedsiębiorcy nie kwalifikowałaby się do wsparcia, taka sama realizowana przez MŚP może korzystać ze zwolnienia podatkowego. Wreszcie, zniknęły efektywnie zaporowe kryteria, takie jak konieczność posiadania gruntu w SSE. Faktycznie cała Polska stała się SSE – także ta mikro, mała i średnia.

Łukasz Kempa

Łukasz bierze udział w projektach z zakresu bieżącego doradztwa podatkowego, w szczególności w zakresie analizy zmian prawa, orzecznictwa i interpretacji urzędowych. Specjalizuje się w zwolnieniach i ulgachw podatkach dochodowych, w szczególnościw rozliczaniu podmiotów działających w specjalnych strefach ekonomicznych i uzyskiwaniu decyzjio wsparciu inwestycji. Doradca podatkowy, absolwent Wydziału Prawai Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Laureat III Ogólnopolskiego Akademickiego Konkursu Podatkowego Tax Battle. Ekspert wielokrotnie cytowanyw ogólnopolskiej prasie fachowej. W 2015 roku dołączył do zespołu doradztwa podatkowego Grant Thornton.

Zobacz także

Skomentuj