Rosyjska ruletka zamiast logiki

Russian Roulette

Nikogo nie trzeba przekonywać do tego, że polski system prawa podatkowego jest daleki od ideału. Ogromna ilość przepisów, wprowadzanych przez ustawodawcę zasad, wyjątków oraz wyjątków od wyjątków. Kolejne rekordy produkcji prawa, miliony wydawanych interpretacji indywidualnych pokazujących wątpliwości podatników, przy jednoczesnym braku jakichkolwiek wątpliwości ze strony samego fiskusa, trudno uznać za zachętę do prowadzenia biznesu. Jak pokazują jednak kolejne doświadczenia, do tego wszystkiego dołożyć trzeba jeszcze jeden czynnik ryzyka, a mianowicie brak zrozumienia nietypowych operacji gospodarczych przez niektórych przedstawicieli fiskusa.

Mówienie o ugruntowanej praktyce, czy też przewidywalności stanowiska organów podatkowych z zasady jest już wątpliwe. Gdy dodatkowo dochodzą do tego nietypowe okoliczności realizacji danej transakcji i stan faktyczny jest nieco bardziej zawiły niż zwykle, bywa, że przedsiębiorcom pozostaje już liczyć tylko na łut szczęścia.

Z każdym systemem prawa, w tym również z polskim prawem podatkowym związane są pewne ogólne, nadrzędne zasady i reguły. Ustawodawca  – poruszając się w pewnych ramach – przyjmuje pewne kierunkowe rozwiązania dotyczące poszczególnych obszarów, starając się następnie je precyzować, wprowadzając odpowiednie zapisy do poszczególnych ustaw i innych aktów prawnych. W obszarze prawa podatkowego, już wiele lat temu przyjęto przy tym taktykę tworzenia prawa w sposób niezwykle szczegółowy. Naturalnie ma to swoje zalety i nie sposób z tym polemizować. Trzeba jednak pamiętać, że nie da się stworzyć takich regulacji, które wprost mogłyby się odnosić do wszelkich możliwych sytuacji i okoliczności, w jakich przedsiębiorcy przeprowadzają pewne transakcje.

Na co dzień mamy do czynienia z wieloma zawiłymi transakcjami, w odniesieniu do których trzeba ustalić skutki podatkowe. Naturalnie nie sposób tego rozstrzygnąć w oparciu o jeden konkretny przepis, bowiem ustawodawca nie przewidział do tego specjalnych regulacji i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Rozłożenie transakcji na przysłowiowe czynniki pierwsze, zastosowanie odpowiednich metod wykładni znanych każdemu prawnikowi i doradcy podatkowemu, powinny doprowadzić do rozstrzygnięć będących przy tym spójnymi z nadrzędnymi zasadami przyjmowanymi przez ustawodawcę. Jednym z podstawowych założeń wykładni prawa jest przecież zasada racjonalności ustawodawcy.

Teoria nie idzie jednak w parze a praktyką…

Tak to wygląda w teorii. Życie pokazuje bowiem, że im bardziej zawiły stan faktyczny, tym w stanowiskach prezentowanych przez niektórych przedstawicieli fiskusa coraz mniej jest logiki, a coraz więcej rosyjskiej ruletki. Wydawane decyzje i ich merytoryczne uzasadnienia pokazują, że niektórzy urzędnicy najwyraźniej nie mają czasu na zagłębienie się w daną sprawę i zrozumienie na przykład struktury realizowanych transakcji. Nie może tu przecież chodzić o brak wiedzy, złą wolę, ani celowo błędne profiskalne decyzje.

Przykłady takich sytuacji można mnożyć. Weźmy jednak pierwszy z brzegu przykład z ostatnich dni, jakim są aporty do spółek osobowych. Do końca 2010 r. nie było przepisów dotyczących skutków takich transakcji w obszarze podatku dochodowego, a koncepcji opodatkowania takich transakcji było kilka. Od 2011 r. zostało to już uregulowane i wydawałoby się, że od tego czasu mamy spójne, jednoznaczne przepisy i wszyscy znają już „zasady gry”. Wygrała koncepcja neutralności podatkowej takich transakcji, tj. braku opodatkowania na moment aportu, ale również zachowania wartości podatkowej aportowanych aktywów.

Jak się jednak okazuje, wystarczy nieco skomplikować stan faktyczny, żeby organy podatkowe uznały, że wartość wkładu niepieniężnego określona w umowie spółki komandytowej ma być bazą do ustalenia kosztu uzyskania przychodu w przypadku zbycia danego aktywa przez spółkę komandytową. A dlaczego tak? Bo nie ma wprost przepisu dotyczącego akurat takiej sytuacji, bo przyjęcie stanowiska, jakie fiskus prezentuje, spowoduje wyższy dochód, a może dlatego, że ktoś po prostu nie pochylił się nad sprawą? I nie jest tutaj ważne, że takie stanowisko jest w opozycji do koncepcji, jaką przyjął ustawodawca kilka lat temu, kończąc wieloletnie spory, które – swoja drogą – po latach ostatecznie przegrał. Co ciekawe, fiskus pozostaje też głuchy na argumenty, że przyjęcie takiej wykładni co prawda w weryfikowanej przez niego sytuacji doprowadzi do wyższego dochodu, ale w 99% innych podobnych transakcji będzie oznaczało wielomilionowe straty dla budżetu, a dla podatników będzie świetną optymalizacją…

Wielu przedsiębiorców po takich rozstrzygnięciach pozostaje nie tylko z chudszym portfelem oraz – delikatnie to ujmując – poczuciem niesprawiedliwości i ograniczonym zaufaniem do organów Państwa. Oczywiście zawsze pozostaje jeszcze możliwość spierania się przed sądem. Mimo, że to ścieżka długotrwała, to w wielu przypadkach skuteczna i warta rozważenia, choć akurat podany przykład aportów do spółek osobowych pod tym kątem najszczęśliwszy nie jest. Z przebiegu rozprawy czy uzasadnienia wyroku pierwszej instancji można odnieść wrażenie, że osoby zajmujące się tą sprawą miały jeszcze mniej czasu na analizę niż fiskus… Pozostaje mieć nadzieję, że NSA spojrzy na sprawę nieco szerzej.

Grzegorz Szysz

przycisk_jpk_2

Zapraszamy do oglądania i subskrypcji nowej serii wideokomentarzy!

Karol prawi - odc. 6

Zobacz także

1 komentarz

  • ~Ronin 28 marca 2017   Odpowiedz →
    Avatar

    czy mogę prosić o wskazanie sygn sprawy ?

Skomentuj